Mateusz Talbot. Od alkoholika do kandydata na ołtarze

Poruszająca biografia irlandzkiego robotnika, którego heroiczna walka z nałogiem do dziś inspiruje tysiące ludzi chcących uwolnić się od ciemności różnych zniewoleń.

Mateusz Talbot, drobnej postury prosty irlandzki robotnik, przez lata uzależniony od alkoholu, niczym nie przypomina  świętych mężczyzn, których wizerunki znamy z kościelnych obrazków. Heroiczna walka Mateusza o wyjście z nałogu, jego ufne zawierzenie Bogu i szczególne umiłowanie Jezusa ukrytego w Eucharystii stawiają go jednak na równi z najbardziej inspirującymi postaciami z historii Kościoła. O praktykach pokutnych, którym Mateusz oddawał się przez wiele lat swojego życia, nawet najbliżsi mu ludzie dowiedzieli się dopiero po jego śmierci. Znany był bowiem przede wszystkim z gorliwej modlitwy, ascetycznego trybu życia i ciężkiej pracy, a także z ogromnej życzliwości i pogody ducha, poprzez które dawał świadectwo swej radości z bycia blisko Boga.

Matt Talbot to nie święty z obrazka. To człowiek z krwi i kości, który ze świętości i czystości serca uczynił swój sposób na życie. Jego świadectwo wiary do dziś pociąga ludzi ku Bogu, szczególnie jeśli są od Niego bardzo daleko, jeśli stracili nadzieję, jeśli walczą z różnymi zniewoleniami lubi próbują wyrwać się z ciemności, która ogarnęła ich duszę.

Elżbieta Wiater – doktor teologii, dziennikarka, autorka kilku książek m.in. Wierny Pies Pański. Biografia św. Jacka Odrowąża, Matka Teresa z Kalkuty. Święta od ubogich i ciemności, Hildegarda z Bingen. Mistyczka z charakterem i C.S. LewisPielgrzym radościMocni krzyżem. Święci, na których możemy się oprzeć w chorobie i niepełnosprawności. Prowadzi bloga pt. „Moher bez antenki” (http://moherbezantenki.pl/).

Fragment książki

Normalny święty

Matt nie był jednak drętwym dewotem, który zajmuje się wyłącznie moralizowaniem. Nie zaczynał sam rozmów na temat religii, jeśli jednak temat się pojawił, to mówił o kwestiach wiary otwarcie  z zaangażowaniem. Nie lubił dwuznacznych lub zawierających wulgaryzmy żartów. Kiedyś jeden z młodych robotników bronił się po uwadze ze strony Mateusza, że przecież nie będzie uciekał od towarzystwa tylko dlatego, że opowiada się w nim nieprzystojne żarty. Talbot odparł: „Nie możesz uciec przed ich słuchaniem, ale nie musisz się z nich śmiać”. Generalnie jednak Mateusz lubił pośmiać się z innymi robotnikami, opowiedzieć ciekawą historię lub jej posłuchać. Znajomi zapamiętali go jako dobrego kompana, w którego towarzystwie dobrze spędza się czas, a także jako osobę uczynną i skorą do pomocy. Co więcej, Mateusz potrafił przekroczyć ówczesne ograniczenia społeczne spowodowane konfliktami, na przykład na tle wiary. Jego pracodawcy byli katolikami, tak samo zresztą jak większość pracowników. Z tego względu w uroczystości i święta z obowiązkiem uczestniczenia we mszy świętej praca w firmie zaczynała się później. Stało się to problemem, kiedy zatrudniono jako majstra protestanta. Nie mógł on znać dat świąt przypadających poza niedzielą. Mateusz więc w przeddzień święta szedł do niego i mu przypominał, że następnego dnia wypada „poranek z mszą”. Dzięki temu zarówno robotnicy unikali nieporozumień co do tego, że przyszli później, jak i sam majster wiedział, że może tego dnia dłużej pospać. Talbot potrafił również uznać swój błąd i za niego przeprosić. Kiedyś w dyskusji z jednym z majstrów wytknął mu, że skoro ma wyższe dochody, powinien dawać wyższą jałmużnę. Majster się oburzył, jak zwykły robotnik śmie go pouczać, co ma robić ze swoimi pieniędzmi. Matt najpierw odszedł bez słowa, ale dzień lub dwa dni później podszedł do przełożonego i go przeprosił. Jak powiedział, uznał swój błąd, bo Jezus kazał mu prosić o wybaczenie. W tym czasie Mateusz rozstał się z kolejnym swoim nałogiem, mianowicie paleniem tytoniu. Zbierał się do tego jakiś czas, aż wydarzyła się sprzyjająca tej decyzji okazja. Otóż zużyła się jego stara fajka, więc kupił nowy cybuch i uncję tytoniu. Po drodze ze sklepu spotkał znajomego, który poprosił go o porcję do jednorazowego napełnienia fajki. Talbot, niewiele się namyślając, oddał mu całą uncję oraz nową fajkę i od tego momentu już nigdy nie zapalił.

Zdjęcia pochodzą ze strony mateusztalbot.pl

Recenzja książki na Literach Wiary


Nie ma takiego upadku, z którego Bóg nie jest w stanie podnieść człowieka. Dlaczego, w takim wypadku, tak niewielu wyrywa się z matni alkoholizmu, narkotyków czy hazardu? Dlaczego niszczą siebie i najbliższych? Bóg wyciąga do każdego rękę, nieliczni chwytają ją i pozwalają, aby to On przemienił ich życie.  O książce Elżbiety Wiater „Mateusz Talbot. Od alkoholika do kandydata na ołtarze” – pisze Artur Żak.

Chciałbym dziś opowiedzieć wam o niezwykłej postaci Mateusza Talbota, irlandzkiego robotnika, który „kiedy po raz pierwszy od wielu lat podchodził do konfesjonału, tym razem chcąc szczerze i w pełni wyznać swoje winy, dręczył go alkoholowy głód. Nie syndrom dnia następnego, ale coraz silniej narastające intensywne fizyczne cierpienie całego ciała skowyczącego wręcz o codzienną dawkę używki. Z potwornym, zagłuszającym myśli bólem głowy i mięśni całego ciała, drżąc jak podczas wysokiej gorączki i intensywnie się pocąc, miał wyrzucić z siebie wszystkie świństwa, jakich się dopuścił od czasu swojej Pierwszej Komunii Świętej.”
Mateusz był na dnie. Gotowy był popełnić każde świństwo, aby zdobyć pieniądze na alkohol. Gotowy był nie tylko się poniżać, czy żebrać, ale nawet kraść. Tego dnia nie miał pieniędzy. Pił od tygodnia i nie pojawiał się w pracy. Najpierw prosił swoich znajomych i kolegów. Nikt nie chciał mu postawić nawet kieliszka. Barmani patrzyli na niego z pogardą, bo nie było już knajpy, gdzie nie miałby długów. Zaczął błagać i wtedy jeden z jego kolegów rzucił mu w twarz: „Ty świnio!”. Te słowa będące wyrazem obrzydzenia otrzeźwiły go. Wrócił, po raz pierwszy od wielu lat, trzeźwy do domu. Postanowił, że nie będzie pił. Poszedł na pierwszą poranną mszę, aby się wyspowiadać, przyjąć Komunię Świętą i obiecać Bogu, że przez najbliższe trzy miesiące nie będzie pił.
To nie były łatwe trzy miesiące. Mateusz nie dostąpił żadnej szczególnej łaski, dzięki której mógłby łatwo i szybko uporać się z alkoholem. To była codzienna walka. Dzień po dniu. Minuta po minucie. Gdyby nie postanowienie, że codziennie będzie brał udział w Mszy Świętej, w czasie której przystąpi do  spowiedzi i Komunii, prawdopodobnie by się poddał. Zaczął się modlić. Skończył zaledwie dwie klasy podstawówki i ledwie pisał i czytał, jednakże zaczął z mozołem sylabizować modlitwy.
Choć Mateusz walczyć musiał sam, to Bóg obdarzył go łaską mądrych spowiedników. Podtrzymywali jego zapał do wytrwania w abstynencji, doradzali, jak radzić sobie z kryzysami, a zarazem systematycznie budzili w nim fascynację Bogiem. „Konfesjonał stał się przestrzenią, w której Talbot powoli, warstwa po warstwie, wychodził z zakłamania, w jakim żyje nałogowiec. Nieustannie dokonywał obrachunku moralnego i mierzył się nim wobec drugiego człowieka.”
Trzy miesiące minęły i Mateusz podjął decyzję o przedłużeniu abstynencji o kolejne dwa lata. Żadnych wielkich przysiąg o dożywotniej trzeźwości, tylko małe, a zarazem wielkie kroki. Zdecydował się też wyprowadzić z domu rodzinnego, gdzie ojciec i bracia wracali codziennie pijani. Nie chciał na nich patrzeć, bo wiedział, że widok pijanych ludzi może osłabić jego wolę.
Książka Elżbiety Wiater  w sugestywny sposób pokazuje całą drogę, jaką musiał przejść Mateusz Talbot, aby uwolnić się od nałogu. Zarazem pokazuje ścieżkę wzrastania w świętości tego niepozornego irlandzkiego robotnika. I może właśnie to mozolne budowanie na nowo swojego życia w oparciu o pracę i Boga było dla mnie najbardziej fascynującą częścią książki.
Za życia był niemal niezauważalny. Niewiele osób znało jego nazwisko, jeszcze mniej miało świadomość, że obcuje ze świętym. Dopiero po śmierci ludzie zobaczyli kim był, a co jeszcze bardziej sugestywne, przekonali się, że modlitwy zanoszone do Boga za pośrednictwem Mateusza Talbota, przynoszą wymierne owoce.
Chcę dziś z pełnym przekonaniem zaprosić do zapoznania się z tą książką. Zapewne najwięcej może ona pomóc osobom, które same walczą z nałogiem lub też tym, którzy mają osoby uzależnione w rodzinie. Ale i dla pozostałych osób spotkanie z Mateuszem Talbotem będzie czymś wyjątkowym.
Artur Żak

Elżbieta Wiater na antenie siódma9.pl



Recenzja w Tygodniku Echo Katolickie

Ks. Piotr Brząkalik o Mateuszu Talbocie

Relacja ze spotkania w Ślesinie


Audycja w Radiu Kraków


Dodaj komentarz